- Koncentracja władz lokalnych na inwestycjach infrastrukturalnych. Władze samorządowe za działania priorytetowe uznają to z czego zostaną rozliczone kartką wyborczą (drogi, kanalizacja).
- Niedocenianie wagi edukacji wczesnodziecięcej. Edukacja wczesnodziecięca (od urodzenia do pójścia do szkoły). Powszechnie przyjmuje się, że dzieciom do 3 rokużycia, należy zapewnić opiekę, a nie warunki rozwoju. Wspieranie takich form pracy jak kluby malucha, grupy zabawowe, przedszkola traktuje się jako miejsca spędzania czasu a nie edukacji najmłodszych.
- Negatywny obraz żłobków i przedszkoli. Sugeruje się, że to „ przechowalnie” dla dzieci, których rodzice muszą pracować. Negatywny wizerunek żłobków i przedszkoli, rodzi u tych rodziców poczucie winy, jakby robili własnym dzieciom coś złego. Wielu woli, by dzieci zostały w domu.
- Przekazywanie odpowiedzialności za dziecko instytucjom edukacyjnym. Oddanie dziecka do Przedszkola lub Szkoły staje się dla niektórych rodziców okazją do odsunięcia od siebie od powiedzialności za wychowanie i edukację dziecka. Odpowiedzialność zrzuca się na placówki edukacyjne a nie na siebie. Rodzice Ci tym bardziej później również unikają tej odpowiedzialności.
- Nikłe zaangażowanie ojców. Dominuje przekonanie, że jedyną osobą, która powinna zajmować się dzieckiem małym jest matka. Taka mentalność jest głęboko zakorzeniona w środowiskach małomiasteczkowych i wiejskich.
- Wąskie pole doświadczeń w rodzinie. Nastąpiła zmiana modelu rodziny z wielopokoleniowej na małą składającą się z rodziców (rodzica) i dziecka. Jednym z efektów wychowywania dziecka w takim modelu rodzinnym jest zawężenie jego pola doświadczeń, zredukowanie kontaktów społecznych, ograniczenie możliwości czerpania przykładów, wzorów działania. Umiejętności społeczne kształtują się w pierwszych latach życia, uzupełnienie tych braków jest później trudne.
- Zamknięcie instytucji na „nieprofesjonalistów”. Edukację czynią placówki edukacyjne grupujące pracowników z odpowiednim wykształceniem formalnym. Instytucje edukacyjne zamknięto dla „nieprofesjonalistów” Dlaczego jest to problem? Zwiększono dystans między instytucjami edukacyjnymi a rodzicami, którzy nie chcą współpracować z przedstawicielami instytucji edukacyjnych.”Nieprofesjonaliści” mogą pracować z dziećmi, ale tylko jeśli traktuje się ich jako opiekę, a nie edukację. Wskutek tego wiele zasobów ludzkich jast niewykorzystanych. Kompetencje nabyte bez systemu certyfikacji nie są honorowane w edukacji.
- Pustka pozaprzedszkolna i pozaszkolna. Dzieci, które skończyły lekcje albo jeszcze nie chodzą do szkoły, nie mają gdzie spędzać wolnego czasu. Transport publiczny dostosowano do do planu lekcji. Świetlice szkolne, jeśli istnieją działają tylko do godziny odjazdu autobusu. Zapomina się, że świetlice mogłyby służyć także najmłodszym dzieciom nieobjętym obowiązkiem szkolnym, jako miejscem kontaktu z rówieśnikami, wspólnej zabawy z rodzicami i innymi dorosłymi.
- Za mało aktywności na powietrzu. Nie docenia się roli, jaką w rozwoju dziecka odgrywa kontakt zmysłowy (poprzez zapach, fakturę, dźwięki) z przyrodą. Nowoczesne place zabaw, nawet jeśli są bezpieczne, kolorowe, zadbane, tworzą zamknięte przestrzenie izolujące od natury.
- Niemedialna edukacja. W mediach brakuje programów edukacyjnych dla dzieci. Trudno odnaleźć w nich pozytywne obrazy przedszkola, szkoły, nauczyciela, tym bardziej zaś alternatywnych form edukacji.
- Rzadki kontakt dzieci z książką i zabawką edukacyjną. Powinny być obecne w świetlicy, przedszkolu i w innych miejscach, gdzie przebywają dzieci.
- Niewidoczność dzieci niepełnosprawnych. Osoby i instytucje ważne dla społeczności lokalnych często nie dostrzegają, że w ich okolicy są dzieci niepełnosprawne, włączenie tych dzieci w życie społeczności nie jest często czymś istotnym. Tworzenie klas integracyjnych jest postrzegane jako zagrożenie dla poziomu nauczania i wyników szkoły.
- Brak miejsc, gdzie dzieci niepełnosprawne mogą spędzać czas same lub z rodzicami. Nikła liczba dzieci niepełnosprawnych uczęszcza do przedszkola. Brakuje oddziałów integracyjnych i innych form wspomagania rozwoju dzieci niepełnosprawnych w wieku 0-5 lat.
- Problemy z dotarciem na zajęcia. To czy dziecko skorzysta z zajęć edukacyjnych, zależy do tego, czy będzie mogło na nie dotrzeć. Jedynymi odpowiedzialnymi za bezpieczeństwo dzieci na drodze opiekunami stają się rodzice, a nie np. władze samorządowe.
- Analiza kosztów i korzyści posłania dziecka do przedszkola. Dziecko w rodzinie wykluczonej społecznie pełni różne funkcje: opiekuje się rodzeństwem. Bieda prowadzi do instrumentalizacji wielu relacji. Dziecko stanowi zasób, którego rodzina nie chce się pozbyć „oddając do przedszkola". Do przedszkola zniechęca konieczność ponoszenia wydatków. W takich sytuacjach postrzega się pobyt dziecka w kategoriach kosztów, a nie korzyści.
- Przedszkola tylko dla pracujących. Z negatywnym wizerunkie przedszkoli jako przechowalni dla dzieci, wiąże się przekonanie, że są instytucjami wyłącznie dla dzieci, których rodzice pracują. W konsekwencji, oprócz selekcji „na wejściu” do przedszkola, odbywa się autodyskwalifikacja rodziców niedoszłego przedszkolaka. W rodzinach, w których rodzice nie pracują, rzadko myśli się o jakiejś formie edukacji wczesnodziecięcej.
- Dzieci zdolne to kłopot... Nie bardzo wiadomo, co zrobić by najzdolniejsze dzieci nie „umierały z nudów” na zajęciach.
- Aspołeczność instytucji. Instytucje małomiasteczkowe i wiejskie (GOPS-y, ośrodki kultury, szkoły, biblioteki, świetlice często „okopują się w swoich wąsko rozumianych zadaniach". Rzadko podejmują wspólne działania kilku instytucji, bywają to czasowe sojusze a nie szersza współpraca.
- Niepartnerskie relacje między rodzicami a instytucjami edukacyjnymi. Relacje między rodzicami a jednostkami edukacyjnymi często charakteryzuje niechęć, albo obojętność, rzadko partnerstwo. Są widoczne dwie dwa typy postaw rodziców: roszczeniowa i wycofująca się. Znaczna część rodziców wycofuję się bo uważa że, instytucja edukacyjna jest po to powałana, by wyręczała ich w wychowaniu dziecka. Roszczeniowa postawa wynika z chęci ukierunkowania szkoły do zdawania testów egzaminacyjnych.
- Bierność rodziców wobec problemów edukacji. Podstawową przyczyną obojętności władz samorządowych na sprawy edukacji jest bierność rodziców. Nie artykułują oni swoich oczekiwań wobec strategii rozwoju edukacji na poziomie samorządowym. Jakości pracy tych instytucji.
- Zagubienie początkujących rodziców. Brak wiedzy na temat potrzeb i rozwoju dzieci dotyka przede wszystkim młodych, początkujących rodziców, szczególnie, gdy dziecko nie było planowane. Poczucie niepewności potęguje presja otoczenia i brak dobrego kontaktu z pediatrą.
- Brak asekuracji przy przechodzeniu na kolejne szczeble edukacji. Przejście dziecka ze środowiska rodzinnego do edukacyjnego często wiąże się z niepewnością i stresem. Sposób pokonania progu przedszkolnego/ szkolnego w dużym stopniu wpływa na osiągnięcia edukacyjne dzieci. Nauczyciele nie potrafią tworzyć we współpracy z rodzicami programów ułatwiających dzieciom adaptacje w nowym środowisku.
- Trudności z pozyskaniem informacji na temat dzieci w jednostce samorządowej. Trudno jest uzyskać informacje na temat dzieci niepełnosprawnych i pochodzących ze środowisk zmarginalizowanych dla których istnieje zagrożenie dla prawidłowego rozwoju dzieci. Nie można więc podejmować działań profilaktycznych, a jedynie interweniować gdy nieprawidłowości już wystąpią... Niejasne są informacje, kto na poziomie samorządu, takimi informacjami powinien dysponować. Instytucje dysponujące takimi danymi, nie chcą ich udostępniać z uwagi na przepisy o ochronie danych osobowych.
- Brak wymiany informacji na temat dzieci niepełnosprawnych pomiędzy instytucjami. Rodzice często nie dysponują pełną wiedzą na temat stanu zdrowia dzieci. Dzielenie się wiedzą na temat stanu zdrowia, potrzeb, deficytów, potencjału dziecka jest kwestią dobrej woli osób pracujących w tych instytucjach, której często brakuje.
- Niewiedza na temat możliwości finansowania transportu dzieci niepełnosprawnych. Barierą nie jest brak środków, ale brak wiedzy, a także chęci czy energii potrzebnej do pozyskania finansowania spoza budżetu gminy.
- Brak wiedzy na temat potrzeb i rozwoju dzieci. Powszechnie brakuje wiedzy na temat i rozwoju dzieci, szczególnie tych najmłodszych oraz możliwych konsekwencji zaniechań na wczesnym etapie życia... Jak rozmawiać, gdzie i w co się bawić. Tej wiedzy nie mają rodzice, dziadkowie, opiekunowie, przedstawiciele administracji decydujący o infrastrukturze opieki i edukacji panują mity, negatywną role odgrywają czasopisma podporządkowane kampaniom marketingowym producentów zabawek dla dzieci.
- Złe przygotowanie kadry do pracy z dziećmi. Dotyczy to zarówno instytucji edukacyjnych jak i pomocy społecznej. Studia wyższe nie przygotowywują do pracy w zawodzie- są skoncentrowane na kształceniu teoretycznym, brakuje przygotowania praktycznego. Szkolenia oferowane nauczycielom nie podlegają żadnej kontroli jakości. Problem ten nasilił się w związku z ogromną liczbą szkoleń organizowanych przez różne podmioty w ramach funduszy unijnych.
- Kłopoty z diagnozą umiejętności i deficytów dzieci. Pracownicy szkół nie mają obowiązku, a często kwalifikacji, by diagnozować deficyty i potrzeby dzieci."Pracę z dzieckiem" podejmuje się w sytuacji problemowej. Działania mają więc charakter interwencyjny, są skoncentrowane na rozpoznawaniu braków, a nie indywidualnych możliwości. Reakcją szkoły bywa ich medykalizacja skierowanie dziecka do poradni, która z kolei koncentruje się na diagnozie, ale już nie na rozwiązywaniu problemu. Diagnoza pojawia się zbyt późno, gdy przeciwdziałania są dużo bardziej kosztowne albo trudne do przeprowadzenia.
- Pesymizm edukacyjny. Nauczyciele nie wierzą w możliwości swych uczniów. Nie potrafią chwalić dzieci i znajdować ich mocne strony, a w konsekwencji wzmacniać ich poczucie wartości.
- Nieelastyczne przedszkola. Przedszkolom brakuje elastyczności i tolerancji na różne potrzeby rodzin. Dotyczy to godzin pracy, obowiązku leżakowania, sztywnego podziału na grupy jednowiekowe, który uniemożliwia rodzeństwu, bycie razem w placówce.
- Chybione inwestycje, skopiowane strategie. Fundusze europejskie otworzyły możliwości pozyskania środków na działalność na rzecz dzieci... Nadrzędną ich zasadą bywa jest utrzymanie instytucji lub stanowisk pracy. Działania często nie zakorzeniają się i nie mają kontynuacji. Pisane przez zewnętrznych ekspertów bez specyfiki i miejscowych potrzeb.
- Relacje władzy w edukacji i pomocy społecznej. Zawód nauczyciela, pracownika socjalnego charakteryzuje relacja władzy oparta na autorytecie formalnym wynikającym z zajmowanej pozycji, a nie osobistym (osobowość, doświadczenie). Groźnym jest protekcjonalizm, narzucanieinnym standartów wynikających z przyzwyczajeń a nie głebszych racji. Brakuje refleksji nad własnym sposobem pracy (czy to co robię jest sensowne i efektywne?) oraz gotowości do rezygnacji z przywilejów zajmowanej pozycji.
- Brak motywacji do podnoszenia jakości pracy. Pracownicy edukacji wpadają w utarte ścieżki działania, nawyki i schemat, stają się urzędnikami a nie edukatorami i wychowawcami. Nie istnieje zewnętrzny system motywujący do zmiany sposobu pracy (brak kryteriów oceny jakości pracy). Czynnikiem demotywującym jest system wynagrodzeń zapisany ustawowo (Karta Nauczyciela).
- Nudno jak w przechowalni. Świetlice często pełnią wyłącznie funkcje „przechowalni", w których nie dzieje się nic, co mogło by zaciekawić dzieci. Świetlica, zamiast być miejscem twórczej zabawy, kopiuje najsłabsze elementy edukacji szkolnej: nudę, i przymus „bycia grzecznym".
- System edukacji sam dla siebie. Obecny system edukacji jest autoreferencyjny, faktycznym jego celem jest przygotowywanie kandydatów na wyższe uczelnie. Miarą sukcesu jest dostanie się na oblegany kierunek. Brak na ogół refleksji na ile te studia wyższe to droga sensowna i efektywna.
- Społeczne oczekiwania wobec efektu pracy instytucji edukacyjnych. Brak jest refleksji i dyskusji na temat nadrzędnych celów edukacji, problematyczna jest więc kwestia oczekiwanych efektów pracy instytucji edukacyjnych. Rzadko o efektach edukacji myśli się w kategoriach kreatywności, samodzielności w myśleniu, samostanowienia. Efekty pracy mierzy się wynikami na egzaminach końcowych, zaniedbując umiejętności związane z roswiązywaniem problemów, pracą w grupie, innowacyjnością... System „ma produkować uspołecznione i wyrównane dzieci” czyli grzeczne, spokojne, znające i respektujące zasady współżycia społecznego. Wykonujące zalecone im czynności i zadania.
- Brak kryteriów oceny jakości edukacji. Rodzice nie mają narzędzi kiedy stoją przed wyborem do porównywania różnych placówek edukacyjnych. Decyduje wieść gminna i widocz na infrastruktura placówek edukacyjnych. Podobne problemy mają samorządy lokalne jako organy prowadzące, te ustalają stawki dodatku motywacyjnego oraz szczegółowe warunki jego przyznawania. Wysokość dodatku jest uzależniona od stopnia awansu zawodowego, wyników dotychczasowej pracy, liczby podejmowanych inicjatyw ważnych dla życia szkoły. Przepisy są na tyle ogólne, że każdy organ prowadzący musi sam określić kryteria szczegółowe. Istniejąca prawnie możliwość nagradzania dobrych nauczycieli nie jest powszechnie wykorzystywana w praktyce.
- Dominacja dydaktyki. Praca w przedszklach i w klasach I-III szkół podstawowych koncentruje się na umiejętności czytania, pisania i liczenia, a nie na wspieraniu wszechstronnego rozwoju dziecka. Dydaktyka zastępuje zabawę, która jest najefektywniejszą metodą dobrego przygotowania dziecka do wyzwań szkolnych.
- Upadek kształcenia zawodowego. Nastąpiła marginalizacja kształcenia zawodowego. Szkoły zawodowe mają zły wizerunek. Istnieje więc silna presja otoczenia dzieci by uzyskiwało wykształcenie ogólnokształcące. Nie wszyscy mają zainteresowania i możliwości podołania zmierzenia się ze studiami i odnalezienia swego miejsca na rynku pracy.
- Wstyd przed pokazaniem się z niepełnosprawnym dzieckiem. Funkcjonowanie w przestrzeni publicznej z niepełnosprawnym dzieckiem grozić może brakiem akceptacji, poniżeniem. Rodzice ci nie dostrzegają korzyści związanych z wyjściem z dzieckiem na zewnątrz, ze spotkaniami z innymi.
- Lęk przed instytucjami wśród rodzin społecznie wykluczonych. Instytucje te kojarzone są z kontrolą, przymusem. W rezultacie takiego wizerunku, dzieci z tego środowiska do przedszkoli i innych form edukacyjnych trafiają najrzadziej. Pogłębia się więc zjawisko nierówności między dziećmi w następnych etapach edukacji.
- Interwencyjny, a nie wspierający system pomocy rodzinie. System jest interwencyjny, wkracza tam gdzie bieda, kwestie zdrowotne, przemoc, alkohol doprowadzający do tragicznej sytuacji dziecka. W konsekwencji instytucje pomocy postrzegane są jako zagrożenie a nie faktyczni sprzymierzeńcy. Dlatego osoby najbardziej potrzebujące wsparcia rzadko same się po nie zgłaszają.
- Zniewoleni nauczyciele. Nauczyciele przez nadzór pedagogiczny byli traktowani przedmiotowo, w konsekwencji takiego traktowania nie wierzą w siebie, boją się podejmować ryzyko nieszablonowego działania. Dlatego nie piszą i nierealizują własnych programów, korzystają z gotowców przygotowywanych przez wydawnictwa, w których nie ma miejsca na swobodę czy kreatywność. Takie gotowce dają poczucie bezpieczeństwa, grożą rutynizacją pracy i niedostrzeganiem indywidualnych potrzeb i możliwości uczniów.
- Za dużo przepisów. Realizując zadania własne samorządy lokalne nie mają dużej swobody działania, podlegają sztywnym regułom kreowanym na szczeblu centralnym. Reguły te dotyczą sposobów dysponowania pieniędzmi, zapewnienia odpowiedniej infrastruktury. Państwo boi się dawać pieniądze samorządom bez ścisłego określenia, jak i na co mają je wydać. Prowadzi to do przeregulowania oraz zmniejszenia poczucia sprawstwa władzy lokalnej.
- Wymagające przepisy. Uruchomienie placówki opiekuńczo-wychowawczej dla małych dzieci wymaga spełnienia wielu norm dotyczących infrastruktury budynku (przepisy przeciwpożarowe, sanepidu). Przepisy te bywają tak sformułowane, że dopuszczają różne interpretacje, w konsekwencji wielu oddolnym działaniom towarzyszy poczucie niepewności i irytacji.